Strona główna Różne Trzemeszeński policjant poległ na służbie

Trzemeszeński policjant poległ na służbie

2359
6

Dziś dzielimy się kolejną, nieznaną lub prawie nieznaną historią z naszego miasta. W 1929 roku z rąk groźnego przestępcy zginął policjant miejscowego posterunku, Ludwik Bamber.

Tym razem korzystamy z nadesłanego materiału. Opracował go gnieźnianin Rafał Wichniewicz, autor książki Mroczne Gniezno, opowiadającej o kryminalnych i obyczajowych historiach przedwojennego Gniezna.

Po raz drugi prezentujemy też zdjęcie funkcjonariuszy trzemeszeńskiego posterunku, pochodzące ze zbiorów rodzinnych Ireny Bartkowiak. Być może jednym z nich jest poległy w służbie posterunkowy.

Ostatnia akcja – zabójstwo trzemeszeńskiego posterunkowego
Ta historia na pewno wstrząsnęła mieszkańcami Trzemeszna i okolic. Bezczelny bandyta, okradający okolicznych gospodarzy, podczas próby zatrzymania postrzelił miejscowego policjanta. Jego życia, mimo starań lekarzy, nie udało się uratować.
Historia tego zdarzenia, które rozegrało się w 1929 roku, swoje początki ma gdzieś daleko na Kresach Wschodnich. W Stanisławowie (obecnie Iwano-Frankiwsk na Ukrainie), z miejscowego więzienia karno-śledczego wyrwał się niejaki Jan Wolski. Delikwent ów tamtego roku liczył sobie 26 lat, a w areszcie był przetrzymywany jako podejrzany o udział w morderstwie rabunkowym. Delikwent ten, uciekając tej części kraju, gdzie był już „spalony”, wybrał się do Katowic, skąd po pewnym czasie trafił do Wielkopolski. Wcześniej nie był nigdy związany z tym rejonem kraju, dlatego musiał się tu czuć bardzo pewnie i względnie bezpiecznie. Być może dlatego od razu przystąpił do dzieła, jakim było dokonywanie licznych włamań i kradzieży. W prasowej nomenklaturze takie kilkudniowe wypady nierzadko określano jako „gościnne występy”.
Jan Wolski przybył do Mogilna 3 maja 1929 roku. Tegoż dnia jeszcze udał się do Palędzia, gdzie z mieszkania Franciszka Broscha, obecnie zamieszkałego w Poznaniu, skradł browning i przeszło 20 naboi, ubranie granatowe, koszulę, skórzaną czapkę, maszynkę do golenia i 5 marek niemieckich. Powróciwszy do Mogilna, zakradł się w nocy z 3 na 4 maja do piwnicy Kazimiery Jankowskiej, stąd zaś do kuchni, używając w tym celu wytrycha, gdzie dokonał kradzieży torebki, butów męskich, płaszcza i parasola. Skradzione przedmioty włożył do plecaka i udał się szosą do Trzemeszna. Po drodze sprzedał jadącym w furmance osobom parasol i torebkę, za co otrzymał przeszło 20 zł – opisywał później jego przestępczy szlak „Dziennik Bydgoski”.
Do Trzemeszna Jan Wolski przybył 4 maja 1929 roku, dzień po hucznie obchodzonym święcie narodowym. W dzień upamiętniający Konstytucję 3 Maja miejscowe organizacje przygotowały bogaty program wydarzeń – Bractwo Strzeleckie poprowadziło turniej, a główne uroczystości poprowadziło Towarzystwo Czytelni Ludowych wraz z Towarzystwem Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego – odbyła się msza święta, akademia, koncert i występ młodzieży. 4 maja umysły mieszkańców, jeszcze podniesione na duchu tymi wydarzeniami, zmąciło zdarzenie, które rozegrało się na Placu Kosmowskiego.
Przedwojenna prasa nie podaje dokładnego adresu, gdzie dokładnie Herzog posiadał swój skład. W gazetach nawet nie wymieniono jego imienia. Zresztą, raz informuje się o tym iż jest to mleczarnia, a innym razem bardziej sklep z artykułami nabiałowymi. Dzienniki podają jednak iż działo się to na placu przed bazyliką i to tam gdzieś należy lokować miejsce zdarzenia. To właśnie w to miejsce, 4 maja 1929 roku w godzinach wieczornych, przybył wspomniany bandyta.
Przyszedłszy do Trzemeszna, Wolski wstąpił do mleczarni Herzoga przy placu Kosmowskiego, gdzie zażądał szklanki mleka. W czasie dłuższej pogawędki, jaka się nawiązała pomiędzy właścicielem mleczarni a gościem, podającym się za ślusarza, ten ostatni wyciągnął w pewnej chwili wytrych i rewolwer i pokazując przedmioty te Herzogowi, zapytał czy się na tem zna – opisywał przebieg tego spotkania gnieźnieński dziennik „Lech”. Herzog domyślił się, że ma do czynienia z nie lada osobnikiem, który najwyraźniej ma już sporo na sumieniu i powinno się go oddać w ręce policji.
W tym celu Herzog zaprosił Wolskiego do restauracji, spodziewając się, że po drodze spotka posterunkowego. Obliczenia te jednak zawiodły, wobec czego Herzog po powrocie do domu, w czasie gdy Wolski zajęty był przebieraniem się, udał się powtórnie na miasto, gdzie zawiadomił spotkanego przypadkiem post. Grześkowiaka, bawiącego na urlopie w Trzemesznie, jaki to gość bawi u niego w mleczarni – kontynuował „Lech”. Policjant wraz z Herzogiem ustalili plan działania i natychmiast o sytuacji powiadomiono miejscowy posterunek. Na miejsce skierowali się kolejni funkcjonariusze – post. Bamber w mundurze, a w ubraniach cywilnych post. Szczypiński i post. Jamrozik. Ci dwaj ostatni mieli skierować się do lokalu, podczas gdy post. Bamber do budynku od strony podwórza i tam czekać. Post. Grześkowiak miał pozostać na ulicy.
Ustalono wspólnie plan działania i wkrótce po powrocie Herzoga przybyło do mleczarni dwóch przebranych po cywilnemu policjantów, Szczypiński i Jamrozik, których Herzog przedstawił jako robotników szosowych – pisał „Lech”. Wolski jednak zorientował się, że coś jest nie tak. Najwyraźniej był osobą bardzo wyczuloną na punkcie własnego bezpieczeństwa, dlatego kiedy weszli nieznani mu jegomoście, rękę trzymał w kieszeni, w której ukrywał rewolwer.
W pewnej chwili Wolski powstał i udając się rzekomo do swoich rzeczy, złożonych w przyległej mleczarni, skierował się nagle ku drzwiom za któremu stał post. Bamber. Otworzywszy je lewą ręką zamierzał skierować się na podwórze, gdy został pochwycony z tyłu pod gardło przez post. Bambera. Zanim jeszcze pozostali w pokoju mogli się zorjentować w sytuacji rozległy się nagle 2 strzały i post. Bamber z jękiem osunął się jakby paraliżem rażony na ziemię – opisywał dramatyczne chwile gnieźnieński dziennik.
W ogólnym zamieszaniu Wolski został pochwycony i zakuty w kajdanki, a do ciężko rannego posterunkowego wezwano lekarza i miejscowego księdza. Następnie przewieziono go do szpitala w Gnieźnie, gdzie po kilku dniach post. Ludwik Bamber zmarł. W tym czasie bandyta, już po pierwszych przesłuchaniach, czekał na sprawiedliwość w więzieniu przy ul. Franciszkańskiej.
Rozprawa w sprawie zabójstwa oraz o popełnione kradzieże toczyła się przed Sądem Okręgowym w Gnieźnie 14 sierpnia 1929 roku, a więc przeszło 3 miesiące po zbrodni. Co ciekawe, podczas postępowania zmieniono zarzuty wobec bandyty – zamiast za zabójstwo, odpowiedział za „uraz cielesny ze skutkiem śmiertelnym”.
Na mocy zebranych dowodów oraz po zapoznaniu się z dotychczasowymi „dokonaniami” bandyty, został on skazany na karę łączną 15 lat ciężkiego więzienia. Pomimo złożonej apelacji do wyroku, kara została mu utrzymana. Przebywał w miejscu odosobnienia do wybuchu II wojny światowej, a następnie został wywieziony przez Niemców do obozu koncentracyjnego, gdzie zmarł na początku 1940 roku.
W prasie nie zachowały się żadne informacje o pogrzebie zastrzelonego post. Ludwika Bambera. Funkcjonariusz został pochowany na trzemeszeńskim cmentarzu – z inicjatywy proboszcza ks. Marcelego Kowalskiego, jego miejsce spoczynku znalazło się blisko mauzoleum poświęconego powstańcom wielkopolskim. Był 26 policjantem z ówczesnego województwa poznańskiego, poległym podczas służby (od momentu powołania do życia Policji Państwowej). Żona Ludwika Bambra wyszła ponownie za mąż. Zmarła w 1993 roku i została pochowana u boku pierwszego męża. Ich syn, Henryk, został księdzem – był długoletnim proboszczem w Gębicach i zmarł w 1997 roku. Spoczął razem z rodzicami na trzemeszeńskim cmentarzu.
W II Rzeczypospolitej posterunek w Trzemesznie podlegał pod komendę powiatową w Inowrocławiu. Obecnie, po zmianach administracyjnych z 1999 roku, miejscowy komisariat podchodzi pod Komendę Powiatową Policji w Gnieźnie. W ten sposób post. Ludwik Bamber pozostaje jedynym funkcjonariuszem przedwojennej Policji Państwowej na terenie obecnego powiatu gnieźnieńskiego, który poległ podczas akcji.
Ktokolwiek posiada jakiekolwiek informacje, zdjęcia, pamiątki o post. Ludwiku Bamberze, przedwojennej trzemeszeńskiej policji lub o powyższym zdarzeniu, proszony jest o kontakt z redakcją.

6 KOMENTARZE

  1. Dzięki za kolejną nieznaną mi historię. I znów zło przybyło z Mogilna (czarny humor oczywiście). Powodzenia w dalszych poszukiwaniach Redaktorze:)

  2. Szkoda tylko że Mogilno nie robi takich wspomnień z dawnych lat i nie opawiada o dawnych losach okolicznych mieszkańców Mogilna. Ogólnie bardzo bliskie są mi obie miejscowości i tym bardziej chciałbym wiedzieć coś więcej na ich temat

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here