Strona główna Na sygnale Ratowali pustułkę

Ratowali pustułkę

3443
11

Kolejną nietypową akcję odnotowali strażacy z OSP w Trzemesznie. Dzisiaj, około godziny 13, zostali zadysponowano na ulicę Dworcową. Ze zgłoszenia wynikało, że z gniazda wypadł ptak.

Po dotarciu na miejsce okazało się, iż zwierzę – młoda pustułka – znajduje się na dachu przybudówki. Złapał ją jeden ze strażaków.

Gniazdo znajdowało się kilka metrów wyżej, na poddaszu kamienicy. Jak się okazało, siedziały w nim dwie inne pustułki.

Ptak – bez widocznych ran – został przekazany pod opiekę jednego z lokatorów.

11 KOMENTARZE

  1. Ludzie czy wy macie rozum – do pustułki wzywać zastęp straży? A co by było gdyby gdzieś się paliło? Oczywiście niejeden mądry odpowie, że przerwaliby operację „pustułka” i pojechali do ognia. Ale chodzi o jakąś elementarną logikę. Oczywiście, że strażacy też się cieszą iż coś się dzieje – lepiej jechać do pustułki niż siedzieć bezczynnie (a przy okazji wpadnie parę groszy). Do takich spraw (zwierząt) wzywa się weterynarza. I to wystarczył by taki który się jeszcze za weterynarza uczy a nie taki który już jest wykształconym i pracującym weterynarzem. Nawet poradziłby sobie z uwięzionym pod bramą borsukiem. A tu musi pędzić straż na sygnałach, żeby przekazać pustułkę pod opiekę jednego z mieszkańców. Od razu nie mógł się nią zaopiekować? Trzeba było jeszcze wezwać żeby z Warszawy przyjechali.

    • Źle Pan czy pani rozeznana jest bo straż na żadnym sygnale nie jechała to tego ptaszka a po drugie strażacy nie decydują o tym gdzie jadą tylko dyspozytor państwowej straży Pożarnej wyda dyspozycję i osp musi jechać i nie czekają żeby parę groszy zarobić. Każdy woli w domu siedzieć i spędzić czas w wolnym czasie z rodziną ale alarm na telefon oznacza że ktoś potrzebuje pomocy nie wiadomo czy to pożar wypadek czy coś innego strażak dowiaduje się po dotarciu na alarm do strażnicy gdzie jedzie.

      • Dzwoniąc na straż (czy pozostałe służby) podaje się informacje o jaką sytuację chodzi np. wypadek samochodowy: czy jedno auto w coś uderzyło czy dwa się zderzyły, ile osób rannych itd. Zresztą dyspozytor sam zadaje pytania żeby rozeznać się w sytuacji, gdyż jak zapewne wiesz lepiej obowiązują pewne procedury. A więc dyspozytor wie już w czasie rozmowy telefonicznej o jakie zdarzenie chodzi i wysyła ciężki wóz bojowy? Nie mógł wysłać tylko jednego i to tylko na rowerze?
        A wiec strażacy dowiedzieli się dopiero w strażnicy „na co” jadą? Mało prawdopodobne, gdyż na pewno w momencie gdy są wzywani są informowani o co chodzi – to żadna ściśle tajna informacja.
        Ilu strażaków brało udział w tej akcji?
        Wszyscy oni byli tam potrzebni?
        Jeden weterynarz by sobie nie poradził? I na czym polegałyby jego czynności?
        A do przekazania ptaszka pod opiekę jednego z lokatorów trzeba było wezwać p. M. Gotowałę, on przecież jest od czynienia honorów i pełnienia funkcji reprezentacyjnych!
        Inie jest to żaden brak wrażliwości tylko zdroworozsądkowe ocenienie przerostu zaangażowanych śdodków w stosunku do „zagrożenia”.
        Zdaje się, że w okresie lęgowym takie wypadki zdarzają się raczej często a więc do lasu strażacy tam czeka na was mnóstwo takich zadań bojowych!
        Jest to marnotrawienie publicznych pieniędzy i zarazem przysłowiowe strzelanie z armaty do wróbla.
        Ps. Czy strażacy sami rozpoznali, iż jest to pustułka? Czy ktoś im podpowiedział?

  2. Cóż to za czasy nastały że ludzie nawet ptaszka nie potrafią sami ściągnąć z daszku będącego na 3-4 metrach. Jeszcze niedługo tych strażaków do obrywania czereśni będą wzywać.

  3. Rota ślubowania członka ochotniczej straży pożarnej
    „W pełni świadom obowiązków strażaka – ochotnika uroczyście
    przyrzekam czynnie uczestniczyć w ochronie przeciwpożarowej majątku
    narodowego, być zdyscyplinowanym członkiem ochotniczej straży pożarnej, dbałym o jej godność, ofiarnym i mężnym w ratowaniu życia ludzkiego i mienia”.

    o pustułkach słowa nie ma…ale jest, w ostatnim zdaniu, na samym końcu ale jest, o ratowaniu życia ludzkiego. tego samego życia, mojego i przechodniow, które narażone było przez zwisające ponad 20 metrów nad ziemia lodowe sople, a których chociażby strzaśniecia, żaden strażak się nie podjął.
    mało spektakularne.
    tego biednego i tak już wystrachanego pisklaka każdy zdjąć mógł z krzesła sądząc po wysokości daszka, na którym się znajdował.i mniej jadu i więcej wolnego czasu na spędzanie z rodzina.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here