Strona główna Kultura Pochodził z Trzemeszna, zagrał u Barei

Pochodził z Trzemeszna, zagrał u Barei

7880
11
Scena z filmu "Miś" / YT

Któż ze starszych trzemesznian nie wie kim była Ludmiła Halka? Oczywiście, to wieloletnia lekarka pediatra lecząca dzieci i młodzież w naszym mieście od drugiej połowy lat 40-tych, aż do lat 70-tych XX wieku. Większość z nas nie wie natomiast nic na temat jej rodziny.

Pani Doktor wraz z mężem Julianem spoczywają na naszym cmentarzu. Na ich grobie można zauważyć mały, tajemniczy znaczek. To „Szaława” herb rodu Ledóchowskich, z którego wywodził się Julian Halka. Z tej samej rodziny pochodzili m.in. święta Urszula Ledóchowska, właściwie Julia Maria Halka-Ledóchowska i Mieczysław Jan Halka-Ledóchowski – prymas Polski w latach 1866-1886, a także wiele innych znamienitych postaci.

Dziś chcemy przybliżyć osobę Zygmunta Halki – syna Ludmiły i Juliana. Gdyby żył, dziś – 6 lutego – skończyłby 88 lat. Urodził się w Poznaniu, a młodzieńcze lata spędził w Trzemesznie, gdzie w 1950 roku zdał maturę w naszym liceum. Następnie studiował w Poznaniu, a potem w Warszawie, z którym to miastem związał swoją resztę życia. Ukończył elektronikę na Politechnice Warszawskiej, następnie dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.

Jak można przeczytać w Wikipedii, był fotografikiem, tłumaczem, podróżnikiem, żeglarzem, pionierem wykorzystania elektroniki w muzealnictwie, autorem pierwszych widowisk „światło i dźwięk” w Wilanowie i Malborku. Uprawiał skok wzwyż w barwach AZS Poznań i AZS Warszawa, był finalistą Mistrzostw Polski w tej dyscyplinie.

Udało nam się porozmawiać z kilkoma osobami, które znały Z. Halkę. Z ich relacji oraz nadesłanych nam materiałów wyłania się obraz niezmiernie barwnej i ciekawej, obdarzonej wieloma talentami postaci. W czasach studenckich związał się ze słynnym STS-em (Studencki Teatr Satyryków). Jak wspomina Henryk Malecha – aktor, pierwszy dyrektor STS-u – Z. Halka już jako student elektroniki był bardzo pomocny w realizacji technicznej części przedstawień. Miał również talent pisarski i aktorski, był mistrzem w tworzeniu dowcipów, przy czym wyróżniał się też posturą.

Ponad 190 cm wzrostu i nienaganna sylwetka, strój i styl bycia sprawiały, że był obiektem zainteresowania wielu kobiet – wspominają jego znajomi. Był angażowany do drobnych ról, zdarzało mu się pisać też skecze. H. Malecha pamięta, jak w zorganizowanym w teatrze, wewnętrznym konkursie na dowcipy wygrał właśnie Z. Halka.

Pisarz, krytyk literacki, reżyser Piotr Wojciechowski wspomina ich szalone podróże. Wyremontowanym własnoręcznie jeepem willysem, około 1970 roku zawiózł go „Zyga” przez Ukrainę do Rumuni i Bułgarii, a jeszcze wcześniej podróż do byłej Jugosławii, aż pod granicę z Albanią odbyli na motocyklu junak.

Nietuzinkowość Zygmunta polegała między innymi na tym, że w zwykłe życie wplatał stale wątki satyryczne. Zwykłe pisma urzędowe stawały się pretekstem do zabawy z czytelnikiem. Należy dodać, że nie każdy czytelnik jego humor chwytał” – powiedziała nam jego żona Dorota Halka. Na dowód tego przesłała nam dwa teksty.

Pierwszy to podanie o przyjęcie na kurs rolniczy, który miał mu ułatwić zakup ziemi na Mazurach, gdzie spędzał każde lato. Drugi to życiorys jego matki L. Halki napisany dla miesięcznika „List do Pani”.  Oddaje on z pewnością styl pisarski i poczucie humoru autora, ale także zawiera bardzo ciekawe, nieznane wątki z życia trzemeszeńskiej lekarki i jej męża.

Z. Halka był m.in. redaktorem nieistniejącego już tygodnika „Radar”. W stanie wojennym nie przeszedł weryfikacji, której podlegali dziennikarze i został zwolniony z pracy. Od tego czasu zaczął wyjeżdżać do Anglii gdzie pracował, ale też doskonalił się w języku angielskim. Po powrocie zajął się tłumaczeniem książek.

Wspomniane wyżej cechy oraz szerokie kontakty w środowisku artystycznym i aktorskim sprawiły, że był angażowany do drobnych ról w filmach i przedstawieniach. Zagrał w „Iluminacji” Zanussiego oraz „Popiołach” Wajdy. Przede wszystkim jednak zagrał w krótkiej, ale jakże znanej, scenie w barze w „Misiu” w reżyserii Stanisława Barei. Scenę można obejrzeć |TUTAJ|.

Chyba każdy pamięta obraz łyżek na łańcuchu i przykręconych do stołu misek. W pewnym momencie do siedzącego przy stoliku drobnej postury mężczyzny podchodzi inny, wyższy od niego co najmniej o dwie głowy. Zrzuca mu czapkę na podłogę, a gdy ten wstaje by ją podnieść, zajmuje jego miejsce. To właśnie w rolę tego wielkiego mężczyzny wcielił się Z. Halka.

Zmarł 9 stycznia 2008 roku w Warszawie, pochowany został na cmentarzu w Józefowie k. Otwocka.

Był filozofem, mistrzem życia ryzykownego. Samą swoją obecnością przekonywał, że świat jest barwny i wspaniały, że warto żyć, że wystarczy odrobina wysiłku i fantazji, a otworzą się wspaniałe perspektywy. Stwarzał wokół siebie strefę bezpieczeństwa. Ci, którzy znaleźli się w jego towarzystwie czuli się wybrani, nadzwyczajni, obdarzeni. Wierzyli, że nie będzie nudno, ale wyjdą z przygód ocaleni – przez siłę, zręczność, inteligencję kapitana.

Radził sobie z materią – mówiliśmy o nim w skrócie inżynier, bo nie znaliśmy drugiego takiego inżyniera, który tak sobie radził ze światłem i dźwiękiem, elektrycznością, metalem, drewnem. Budował, naprawiał, tworzył. Był dżentelmenem i sportowcem, jego życie nadawało stary, prawdziwy sens tym określeniom. […] Całe życie czekałem na wspaniałą powieść, jaką napisze Zygmunt Halka. Przetłumaczył wiele książek, napisał wiele kapitalnych krótkich tekstów. Dopiero teraz pojąłem, że napisał jednak wielką powieść. Dramatyczną powieść swojego życia” – tymi słowami żegnał nad grobem swojego przyjaciela Piotr Wojciechowski.

O Zygmuncie Halce niewiele informacji można znaleźć w sieci. W Trzemesznie jest prawie zupełnie nieznany. Krótka wzmianka o nim znajduje się jednak na stronie Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych, w dziale poświęconym sławnym absolwentom tej szkoły. To dzięki nauczycielowi Maciejowi Adamskiemu, który w dzieciństwie miał możliwość poznać osobiście tę ciekawą postać. Od niego też otrzymaliśmy pierwszą informację o Z. Halce i w ten sposób rozpoczęliśmy dalsze poszukiwania.

Poniżej, oprócz wspomnianych wyżej tekstów, prezentujemy kilka zdjęć Z. Halki. Na jednym z nich jako dziecko z mamą – L. Halką, na innym w żaglówce z kolegą tłumaczem Andrzejem Szulcem. Zdjęcia i teksty nadesłała nam D. Halka.  Dziękujemy.

|ZYGMUNT – ŻYCIORYS ROLNICZY|

|ŻYCIORYS LUDMIŁY HALKI|

11 KOMENTARZE

  1. Dziękuję za kolejny fragment nieszablonowej historii w postaciach zapisanej.Wytrwałości w poszukiwaniach życzę:)

  2. Jestem pod wrażeniem ! Artykuł godny LAURU Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich -rzetelny ,z niezaprzeczalną wartością informacyjną . Szczerze gratuluję !

  3. Pamiętam dr Halkową a nie wiedziałam,że miała syna i to jakiego!! Może dowiemy się jeszcze o innych wartych poznania ciekawych mieszkańcach.? Z chęcią przeczytam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj